Hokeiści Naprzodu sprawili barbórkowy prezent pracującemu na kopalni koledze z drużyny Markowi Pohlowi i w derbowym meczu pokonali Zagłębie. Walczący o zakwalifikowanie się do czołowej szóstki ekstraligi gospodarze zagrali wczoraj ze znacznie większą determinacją niż sosnowiczanie i wygrali zasłużenie.
Obydwa zespoły przystąpiły do gry osłabione. W Naprzodzie kilku zawodników jest chorych, natomiast w Zagłębiu kontuzje zdziesiątkowały obrońców i w formacji defensywnej z konieczności zagrał Artur Ślusarczyk. W 10 minucie popularnego “Ślusara” z dziecinną łatwością ograł Marcin Słodczyk i zdobył gola dla janowian.
- Nie jest łatwo przestawić się z napastnika na obrońcę – usprawiedliwiał Ślusarczyka Słodczyk dodając, że każdy w drużynie dołożył swoją cegiełkę do tego sukcesu.
I tercja meczu na Jantorze była najciekawsza. Padło w niej aż pół tuzina bramek. Miroslav Zatko i Wojciech Wojtarowicz zdobywali gole wówczas, gdy Naprzód grał w przewadze, a Adrian Kowalówka wcisnął krążek do siatki między parkanami słabo broniącego Tomasza Jaworskiego. Goście odpowiedzieli trafieniem pozostawionego bez opieki Alesza Holika, a Teddy Da Costa strzelił gola w osłabieniu popisując się znakomitą szybkością.
- Wiedzieliśmy o kłopotach sosnowiczan z obrońcami i dlatego zmontowaliśmy dwie mocne piątki, które miały ciągnąć grę. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę i udało się wygrać – stwierdził kapitan janowian Marek Koszowski .
Oprócz taktyki tajną bronią gospodarzy były śląskie szlagiery puszczane na lodowisku w trakcie przerw w grze. Wyraźnie podbudowywały one morale zespołu z Janowa, a i kibice ochoczo podśpiewywali je na trybunach. Puszczane na cały regulator gwarowe przyśpiewki były natomiast zupełnie niezrozumiałe dla sosnowiczan.
W II tercji przez chwilę w sercach gości zaświtała jeszcze nadzieja na korzystny wynik po strzelonej w osłabieniu kontaktowej bramce Ślusarczyka, ale już 30 sekund później rozwiał ją Zatko zdobywając swojego drugiego gola w tym spotkaniu. Po bramce bardzo dobrze grającego Słowaka trener Jarosław Morawiecki zmienił bramkarza, ale zastpujący go młody Bartłomiej Stepokura nie wiele był w stanie pomóc drużynie.
- Jak się nie ma obrońców, to się traci tyle goli. Poza piątką Da Costy reszta zespołu zagrała dziś słabiej. Swojego dnia nie miał też Tomek Jaworski – stwierdził trener Morawiecki.
Autor artykułu: Jacek Sroka